zamknąć drzwi, kiedy mężczyzna wyszedł. Zamiast tego Milla

Czyli pewnie w więzieniu.

pokoju.
żeby móc obronić się w razie potrzeby, ale to było wszystko. Brian,
- Po co ci to było? - spytał Brian, wyraźnie zdenerwowany. -
- Kolejna gonitwa za cieniem? Po co my tam w ogóle jedziemy?
zapomniałby jej nigdy. Mogło to oznaczać, że miejsce wypadku
przez dziesięć długich lat. Stłumiwszy szloch, zwróciła się ponownie
Albo polecieć do Albuquerque i stamtąd pojechać na wschód.
słowa uwięzły jej w gardle. - Ja... ja nie... - Nie kłam, Cass. To nie w twoim stylu. Na wzgórzu wiał gorący wiatr, który poruszał trawą. Gdzieś w gęstwinie drzew cicho zahukała sowa. Odpowiedziało jej tylko rżenie konia. Remmington! Powinna pójść i spróbować go złapać, ale była zahip-notyzowana polami ozłoconymi blaskiem księżyca, nocnymi cieniami i Brigiem McKenziem. Westchnęła. - Dobrze, więc cię widziałam. - I się wściekłaś. - Nie. - Ćśśś. - Przycisnął twardy palec do jej ust i zaprzeczył ruchem głowy. - Znowu kłamiesz. - Powiedział to tak cicho, że ledwie usłyszała jego słowa. - Ale skąd ty... Wpatrywał się w nią przeciągle i uporczywie. - To dziwne. Poczułem, że ktoś nas obserwuje. Pomyślałem, że to Willie. Wiesz, że zawsze się kręci koło domu. Albo że twój stary sprawdza córkę. Coś wisiało w powietrzu. A zresztą nie wiem, do cholery. Ale usłyszałem, jak uciekasz. Potknęłaś się i zaklęłaś pod nosem. - Nie odezwałam się ani słowem. - Tak? - Jego palec przesunął się powoli, kreśląc kontur jej ust. Zaczęło ją ściskać w dole brzucha. Bezwiednie oblizała wargi i dotknęła językiem opuszki jego palca. Smakowała tytoniem. Przez chwilę nie poruszył się, tylko patrzył na nią, mrużąc oczy w blasku księżyca. - Co ci do tego, że jestem z twoją siostrą? Zatkało ją. - Ja nie... Odchylił głowę. Wiedziała, że znowu wpada w pułapkę kłamstwa, żeby ratować swoją godność i dumę. - Ja... ja chyba... Nie podoba mi się, że ona tobą manipuluje. - Nie musisz się tym martwić. - Nie znasz jej. - Może jeszcze nie. Ale poznam. Serce Cassidy ścisnęło się. - Zrani cię i wykorzysta, i... - Nie sądzę. - Opuścił rękę, a jego wzrok jakby trochę złagodniał. - Jeszcze raz pytam. Co cię to obchodzi? - Po prostu nie lubię, gdy próbuje owijać mężczyzn wokół palca. - Nie owinęła mnie wokół palca. - Jeszcze nie. - Poprosiła mnie, żebym z nią poszedł na to wielkie przyjęcie u sędziego Caldwella. - Słyszałam. Powiedziałeś, że pójdziesz. Uśmiechnął się nieśmiało. - Ja i Sędzia. Cofamy się w czasie. Cassidy słyszała historię, oczywiście to były plotki, o dzikiej młodości Briga. Kiedyś omal nie zabił brata strzałem z pistoletu. Chłopcy myśleli, że nie jest naładowany. Do tej pory Chase ma na ramieniu ślad od kuli. Mały rewolwer, który niechcący zostawił u Sunny któryś z jej przyjaciół, oddano właścicielowi. Krążyły też inne opowieści. Ale z jakichś powodów Brig nie został oskarżony. - To chyba nie jest dobry pomysł, żebyś poszedł tam z Angie - wyrzuciła z siebie niespodziewanie. - Nie? - Brig zacisnął pięść i uniósł nią jej podbródek. Patrzyła mu w oczy. - A dlaczego nie? Bo nie pasuję? - Nie o to chodzi. - Prawie nie mogła oddychać. Noc obejmowała ich coraz mocniej. - A o co? - Spuścił głowę. Był teraz bliżej niej i wpatrywał się w nią tak uporczywie, że Cassidy miała wrażenie, że zaczyna płonąć. - Może jesteś zazdrosna? - Nie - wyszeptała i uśmiechnęła się. - Znowu kłamiesz, Cass. Chyba ci mówiłem, że to do ciebie nie pasuje? Cassidy wiedziała, że ją pocałuje, ale nie była przygotowana na to, że jego usta delikatnie dotkną jej warg. Całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Był tak blisko niej. Pachniał ziemią i sobą. Mruknął, chwycił ją mocno i przyciągnął gwałtownie do swojego napiętego ciała. Usta, które były tak czułe, stały się dzikie. Skronie Cassidy zaczęły pulsować. Brig wsunął koniec języka między jej zaciśnięte wargi i rozchylił jej usta. Jęknął i przyciągał jej spragnione ciało do swojego. Piersi Cassidy spłaszczyły się, gdy dotknęły twardej ściany jego klatki piersiowej. Serce waliło jej jak młotem, a krew zaczęła wrzeć. Wcale się nie zdziwiła, kiedy klęknął i popchnął ją na ziemię. Jego pocałunki stały się niecierpliwe. Wodził językiem po jej podniebieniu. Dreszcz podniecenia przebiegł Cassidy aż po końce włosów.
kawał kory, mniej więcej dwadzieścia pięć na dwadzieścia pięć
sposób stawały się innymi ludźmi.
an43
an43
potem podała butelkę Diazowi, który także skorzystał. Skoro Milla
W tym momencie zrozumiała. I niemal fizycznie poczuła burzę

dziesiątej ofiara wróciła do domu w towarzystwie mężczyzny, którego opis

Wyglądało tak dziwnie i obco, że Rainie nie poznałaby kto to, gdyby nie butelka whisky w
Był cierpliwy. Lepiej niż większość ludzi rozumiał znaczenie planowania. Prawidłowo
Nagle szarpnął Kimberly za prawą rękę. Ona uniosła stopę, żeby walnąć go
- Zmieniłem zdanie. Nie chcę, żebyś to robiła. Myliłem się.
– W jaki sposób Danny znalazł się na korytarzu?
Rainie zignorowała te popisy.
– A jutro?
samo.
oddech wyrównywał. Znów czuła się dobrze. Przez kilka dni, przez
eliminuje też posługiwanie się kluczem, co jest jego plusem, ponieważ
walki w AA, a potem jechała samochodem z popsutym pasem bezpieczeństwa.
układasz układanki i rozwiązujesz zagadki. To jest całe twoje życie.
Wyglądało na to, że był zbyt sprytny (słyszysz, staruszku?). Gliny tańczyły, jak im zagrał, i
delikatnej i drogiej. Nie wiedziała, co na nią tak działa. Był silny, inteligentny, wymagający.

©2019 www.patria.to-swiety.bieszczady.pl - Split Template by One Page Love